sobota, 25 czerwca 2016

Special 1

Hejka :)
Przepraszam, ze tak długo nie pisałam. Kłopoty w domu i w szkole....
Zamieszanie z ocenami :(
Groziła mi poprawka z matematyki :(
Nigdy chyba jej nie zrozumiem....
Do rzeczy już w najbliższą środę nowy rozdział zaś dziś taki dodatkowy bonus :D
Wiem, że przy bohaterach, pierwotnych ninjach dodałam dwie postacie, które są wymyślone przeze mnie tzn. Clary i Angel. Dzisiaj przedstawię wam historię jak Lloyd i Clary się poznali i jak potoczyło się ich uczucie :)

******************************************************************************************************************

Pewnego razu, Lloyd poszedł na spacer do lasu. Co tam właściwie robił? Musiał odetchnąć świeżym powietrzem tam gdzie nikt go nie zobaczy. Jednak wiedział, że musi się spieszyć, gdyż niedługo ma trening ze swoim ojcem. Los tak chciał, że spotyka tam pewną dziewczynę, która siedziała do niego bokiem oparta o wielki dąb. Mimo tego nie widział jej twarzy, gdyż miała na sobie kaptur od zielonej bluzy. Skąd więc wiedział, że to dziewczyna? Gdy podszedł bliżej ujrzał, że ma przed sobą książkę, którą wertuje. Jednak żaden szanujący się mężczyzna nie ma pomalowanych paznokci, ani na fioletowo ani na żaden inny kolor.
-Kim jesteś? - spytał.
Przestraszona bardzo szybko wstała, lecz nadal stała bokiem do niego. Zerknęła w jego stronę. Nie pozwoliła się jednak odsłonić przed nieznajomym. Niespodziewanie zaczęła szybko biec przed siebie. Blondyn nie chcąc jej zgubić ruszył w pościg za nią, mimo iż ma się spotkać za parę minut z ojcem na polanie. Lecz nie słuchał się teraz rozumu tylko własnego instynktu. Niestety była zbyt szybka. Zgubił ją. Przejrzał jeszcze najbliższą okolicę i postanowił wrócić. Dobrze wiedział iż jeśli się spóźni, to będzie musiał się tłumaczyć a raczej to spotkanie postanowił zachować w tajemnicy i nikomu się z tego nie zwierzać. Zastanawiał się nad tą sprawą i szczerze mówiąc zagłębił się głębiej niż przypuszczał. Gdy udało mu się znaleźć właściwy szlak minęła dobra godzina. Gdy dotarł znowu na polanę nikogo tam nie spotkał i myślał iż pomylił on czas i może jego ojciec jeszcze się nie pojawił, ale się przeliczył.
-Lloydzie Montgomery Garmadonie..... gdzie się podziewałeś?
-,,O nie." - pomyślał. - Ja po prostu.... zabłądziłem.
-Zabłądziłeś? Przecież chodzisz tą drogą i w te tereny bardzo często?
-Zamyśliłem się......... i ..... s......skręciłem z złą drogę. Zanim się zorientowałem nie wiedziałem gdzie jestem.
-No dobrze. Wracajmy do domu, bo twoja matka zacznie się niepokoić.
-,,Na całe szczęście mi uwierzył." - pomyślał, ciesząc się, że niczego nie wykrył.
Chociaż na swoich plecach czuł ciągle wzrok swojego taty.
-,,Nie wiem czemu, ale nie powiedział mi całej prawdy. Czuje że ukrył przede mną jakiś ważny fakt." - pomyślał starszy mężczyzna patrząc na swojego nastoletniego syna.
Gdy dotarli do domu chłopak od razu zaszył się w swoim pokoju. Chciał dzisiejszy dzień przemyśleć.
-Jak tam trening? - spytała Misako swojego męża, gdy tylko przekroczył próg drzwi.
-Nie było go.
-Jak to nie było?
-Gdy zaszedłem na miejsce Lloyda nie było, więc czekałem. Zjawił się dopiero około parę minut temu. Twierdzi, że wszedł na złą ścieżkę i się zgubił. Ale...
-Ale co?
-Nie wiem czemu, ale czuje że nie powiedział mi wszystkiego.
-Chyba troszeczkę przesadzasz. Przecież Lloyd by cię nie oszukał. Przecież on cię kocha.
-Wiem. Ciebie również. - i oboje się roześmiali.
Nareszcie od tych wielu lat mogą być normalną rodziną. Tymczasem zielony ninja leżał bezczynnie na łóżku. Nie wiedział czemu to całe zajście tak zawładnęło jego sercem. Chciał dowiedzieć się kim ona jest. Był po prostu zbyt ciekawski. Nie chcąc zbudzać podejrzeń postanowił wyjść przez okno. Korzystając ze swoich zdolności wylądował na ziemi bezgłośnie i ruszył w kierunku lasu. Gdy dotarł na miejsce zobaczył leżącą na ziemi kawałek materiału.
-,,Czy to nie jej bluza?" - pomyślał.
-Skąd masz moją bluzę? - usłyszał to pytanie i odwrócił się w stronę skąd dobiegał ten głos.
Za drzewem ujrzał stojącą osobę.
-Podejdź do światła. - rzekł blondyn.
Ona zachwiała się na chwilę, ale w końcu wyszła z cienia. Gdy chłopak ujrzał ją w całości, zaniemówił. Miała na sobie niebieski t-shirt oraz niebieskie jeansy a jej włosy były koloru brązowego, luźno puszczone.
-Kim jesteś? - spytał
Jednak ona milczała.
-Nie zrobię ci krzywdy. - rzekł.
-Jestem... Clary Swift.
-Miło mi cię poznać. Nazywam się Lloyd Garmadon. Co ty w ogóle robisz w tym lesie?
-Ja po prostu spędzam czas i próbuje lepiej porozumieć się z wiatrem.
-Hę?
-Oh.. nie powinnam tego mówić.
-Zaraz. Jesteś mistrzynią wiatru?
-Tak skąd wiesz?
-Bo ja jestem zielonym ninją.
-Zielonym ninją? Pierwszy raz słyszę.
-Żartujesz chyba? Razem z moimi przyjaciółmi ocaliliśmy niedawno świat.
-Przepraszam, ale przeprowadziłam się tutaj dopiero wczoraj i samotność na mnie źle wpływa.
-Mieszkasz sama?
-Tak.
-A twoi rodzice?
-Nie znam swoich rodziców. Mój wujek nigdy o nich nie mówił. Mam tylko jego i moją kuzynkę. Ale wolę mieszkać sama niż z nimi.
-Dlaczego?
-Przepraszam, ale nie mogę ci tego powiedzieć.
-Zaraz moment, nie chcesz mi chyba powiedzieć, że uciekłaś?
Na to pytanie spuściła głowę. Widać było po niej, że chyba tak.
-Nie powiesz nikomu, że mnie tu widziałeś?
-Nie, ale znów chciałbym się z tobą spotkać. Może jutro, z samego rana w tym miejscu.
-Dobrze, miło cię było poznać Lloyd.
-Ciebie również Clary.
Gdy dziewczyna zniknęła mu z oczu, najszybciej jak umiał popędził do domu. Bezszelestnie wspiął się po ścianie na górę i zniknął idealnie na czas pod kołdrą, gdy niespodziewanie drzwi się otworzyły. Musiał udawać, że śpi i uregulować swój oddech, który jest trochę za szybki. Poczuł jak ktoś się nad nim pochyla, lecz po chwili odszedł. Gdy drzwi się za nim zamknęły, zsunął z siebie koc i zapalił lampkę. Nie mógł uwierzyć w to co się stało. Już wiedział kim ta tajemnicza osoba jest, ale dzięki temu jego ciekawość jeszcze bardziej wzrosła. Chciał z kimś o tym porozmawiać. Ale z kim? Ojciec odpada, wyszło by na jaw kłamstwo i w dodatku gdyby się dowiedział o jego wieczornej wycieczce bez pozwolenia, miałby przechlapane. Jego matka również. Od czasu ostatecznej bitwy stali się za bardzo opiekuńczy. Chętnie by pogadał z Kai'em, ale grom jego wie gdzie akurat przebywa z resztą jego przyjaciół aktualnie. Rzucił się więc ponownie na łóżko. Jednak nie zasnął tej nocy wcale. Gdy tylko pojawiły się pierwsze promienie słońca, nabazgrał na kartce że poszedł na spacer i zostawił na stole w kuchni. Szybko pobiegł w umówione miejsce a ona już tam na niego czekała.
-Cześć. - rzekł wchodząc na znajomą polanę.
-Oh... witaj.
-Powiedz mi, chciałabyś zwiedzić miasto?
-Pewnie, oprowadzisz mnie?
-Tak.
I oboje wyszli z lasu kierując się okrężną drogą w stronę miasta.
-Więc skąd pochodzisz? - spytał niespodziewanie brunetkę, gdy szli chodnikiem w kierunku centrum.
-Ja... przybyłam z wschodu.
-Mieszkałaś nad morzem?
-Tak. Uwierz mi to cudowne czuć tą morską bryzę.
-Hm...Tak. Jaki jest twój ulubiony kolor?
-Zdecydowanie fioletowy oraz przez żywioł wiatru kocham również niebieski i zielony. A twój?
-Zielony. Jestem przecież zielonym ninją.
Na co ona się zaśmiała a on się uśmiechnął.
-Co lubisz robić w czasie wolnym?
-Bardzo lubię czytać książki. A ty?
-Ja wolę grać w gry komputerowe.
-Rozumiem. Mieszkasz z kimś?
-Z rodzicami. Ale skoro uciekłaś to gdzie mieszkasz?
-Znalazłam stary domek na drzewie. Trochę go uprzątnęłam i nadaje się do mieszkania.
-Muszę przyznać, że masz szczęście. Więc lubisz czytać?
-Tak.
-Więc chodź. Pokaże ci miejscową bibliotekę.
Wziął ją za rękę i pobiegł przed siebie skręcając w różne zakręty. Nie mając innego wyboru musiała mu zaufać. Jednak to co zobaczyła przeszło jej oczekiwania. U jej wujka była duża biblioteczka, ale to przeszło jej oczekiwania. Dziewczyna była oszołomiona.
-Podoba ci się.
-Uwierz mi jak się całe życie wychowywałeś na wyspie... - rzekła zanim ugryzła się z język.
-Wychowywałaś się na wyspie?
-Tak. Wujek mnie nigdy nigdzie nie puszczał. Na całej wyspie miał swoich ludzi, więc nie mogłam odejść zbyt daleko niezauważona.
-Jejku. Przepraszam. - rzekł.
-Nie musisz przepraszać. Nie wiedziałeś, więc to nie twoja wina.
Gdy wyszli z budynku, obeszli miasto, aż nastało późne po południe.
-Powinnam już iść. Dziękuje ci za dzisiejszy dzień. Żegnaj. - rzekła i pobiegła z dużą prędkością.
-Cześć. - zdążył rzucić i pognał natychmiast do swojego domu.
Gdy tylko otworzył drzwi zobaczył surową minę swojej matki.
-Lloydzie Montgomery Garmadonie! Gdzieś ty się tyle czasu podziewał.
-Przecież zostawiłem wiadomość na stole w kuchni.
-Tak. Ale żeby od razu na cały dzień? - spytała patrząc już z milszą miną.
-Przepraszam. Po prostu to nie jest dla mnie naturalne. Praktycznie przez całe moje dotychczasowe życie nikogo nie miałem. Chyba jeszcze do tego do końca nie przywykłem.
-Mój synek. - rzekła i go przytuliła.
-Mamo! - krzyknął i się roześmiał.
-Coś mnie ominęło? - spytał Garmadon wchodząc do domu.
-Nie tato, nic. - rzekł blondyn patrząc w twarz swojego ojca który również dołączył się do uścisku.
Nie wiedział czemu, ale kochał swych rodziców najbardziej na świecie.
W tym samym czasie Clary siedziała skulona na swoim drzewie.
-Czemu moje życie jest tak bardzo skomplikowane. Nie mogę mieszać w to jeszcze Lloyda.
Mimo iż chłopak przechodził i przeczesał las to nie znalazł swojej nowej przyjaciółki. Strudzony leżał na kanapie w salonie gapiąc się od dłuższego czasu w sufit. Niespodziewanie usłyszał trzask zamykanej książki. Odwrócił głowę i zobaczył swojego ojca który z dziwnym spojrzeniem wpatrywał się w niego.
-Coś się stało tato?
-To raczej ja powinienem się ciebie spytać. Prawie cały czas gapisz się w sufit i jesteś nieobecny myślami. Lloyd co się z tobą dzieje?
Nastolatek usiadł i spuścił głowę, szukając dobrej wymówki.
-Ja... po prostu tęsknie za chłopakami.
-Na prawdę?
-Tak. Spędziłem z nimi dużo czasu i dziwnie się czuje gdy ich zbyt długo nie ma.
Widać było na twarzy Garmadona troskę i lekki smutek.
Blondyn był zdziwiony tym jak dobrze poszło mu kolejne kłamstwo, chodź czuł w środku smutek.
-Mam w takim razie dla ciebie dobrą wiadomość.
-Hę?
-Dostałem wiadomość od Wu. Napisał, że wracają.
-Na prawdę?
-Tak. Będą u nas już jutro.
-To wspaniała wiadomość.
-Wiedziałem, że to cię pocieszy. - rzekł starszy pan i znów wrócił do swojej przerwanej lektury.
-,,W taki razie będę mógł jutro porozmawiać z Kaiem." - cieszył się w środku.
Następnego ranka zbudził go pewien hałas. Gdy zbiegł na dół zobaczył w salonie swoich dobrych znajomych.
-Chłopaki jesteście w końcu!
-Witaj Lloyd. - rzekł Zane.
-Witaj brachu. - rzekł Kai uśmiechając się.
Wszyscy ninja wyszli z domu i skierowali się w stronę lasu.
-Pięknie tu. - rzekł Zane.
-Ale skąd ten wiatr? - spytał Cole.
-Skąd, ja ci powiem skąd. Pewnie ... - lecz Jay nie skończył, gdyż coś ujrzał. - Kto to jest? - spytał wskazując na szparę pomiędzy drzewami.
Zielony ninja odwrócił głowę i zobaczył znajome brązowe włosy.
-Clary? - spytał.
Wtedy ona wychyliła się i wszyscy ją zobaczyli.
-Znacie się? - spytał Cole.
-Yyyyy..... tak. - odrzekł Lloyd. - To jest Clary Swift. Niedawno się przeprowadziła. A to po kolei są, czerwona bluza to Kai, biała to Zane, czarna to Cole a niebieski to Jay.
-Miło cie poznać. - rzekł Zane na co ona się uśmiechnęła.
Nie wiedziała czemu tu jest i to akurat w tej chwili ale po prostu była w niej ciekawość.
-Ty i Lloyd to jakaś głębsza znajomość? - spytał niespodziewanie Cole brunetkę puszczając oko dla swoich przyjaciół.
-Cole, co ty wygadujesz? - spytał speszony blondyn na co reszta ninja się roześmiała.
-,,Nie powinnam była tu przychodzić." - pomyślała i gdy tylko się odwróciła pobiegła z prędkością wiatru zostawiając za sobą jego posmak.
-Skąd znowu ten dziwny wiatr? - spytał już nieźle poirytowany Jay.
-To od Clary obecności. - rzekł blondyn.
-Hę? - spytała pozostała czwórka.
-Clary potrafi kontrolować wiatr. I chyba jest nieświadoma tego, że któryś z jej rodziców był mistrzem żywiołów.
-Mówisz poważnie? - spytał zainteresowany Cole.
-Tak. Nie wiem tylko czemu się ukrywa.
-Jak to, ukrywa? - spytał Zane.
-Z tego co się dowiedziałem jej rodzice nie żyją i całe życie opiekował się nią wujek którego nienawidzi.
-Czyli co po protu uciekła? - spytał Kai na co blondyn przytaknął głową.
-Całkiem ciekawa osoba. - rzekł Jay
W końcu gdy chłopaki obgadali już wszystko, a to zajęło jakąś godzinę wrócili do pomieszczenia skąd na samym początku z niego wyruszyli.
-Co tak długo? - spytała Nya wychylając się ze swojego notesu w którym rysowała poprawki do swojego stroju samuraja.
-Em... nic. - zaczął Cole.
-Po prostu mieliśmy dużo rzeczy do obgadania. - odrzekł Jay, ratując się z opresji.
-A jakie to były rzeczy jeśli mogę wiedzieć? - spytała nadal czarnowłosa próbując coś wydobyć z swoich przyjaciół.
-Takie różne siostrzyczko. - zdążył powiedzieć Kai, zanim Jay by się wygadał.
Wiedział iż Lloyd by im nigdy nie wybaczył, gdyby powiedzieli o tym dzisiejszym dziwnym spotkaniu.
-Dzięki Kai. - wyszeptał blondyn gdy się żegnali.
Mieli się spotkać również jutro na tej samej polanie, by pogadać na osobności. Jednak nie wszystko miało pójść zgodnie z planem. Jeszcze przed południem w lesie na polanie spotkali się zielony oraz czerwony ninja. Oczywiście rodzice tego pierwszego myśleli że chłopacy poszli do miasta. Jak się grubo mylili.
-No to opowiadaj. - rzekł brązowowłosy siadając na starym powalonym pniaku drzewa.
Blondyn usiadł na trawie i zaczął opowiadać. Powiedział w jaki sposób ją poznał oraz spędził dzień kilka dni temu w mieście.
-Stary to dopiero przygoda. - podsumował to Kai.
-Wiem. Jednak nie chciałem dzisiejszego zamieszania z chłopakami.
-Żałuj, że nie widziałeś swojej miny. Wyglądałeś jakby cię zawstydzili.
-Ha ha ha bardzo śmieszne.
W końcu po szczerej rozmowie oboje poszli w kierunku miasta by nikt ich o nic nie podejrzewał. Jeszcze tej samej nocy obudziły go podejrzane hałasy. Gdy odsłonił zasłony ujrzał znajomą twarz.
-Clary? - spytał otwierając okno na oścież.
-Cześć Lloyd. Mogę wejść?
-Tak. Wchodź. A tak w ogóle jak się tu dostałaś?
-Drzewo, wiatr i troch sprytu. - rzekła uśmiechając się do przyjaciela.
-Rozumiem. Ale co cię do mnie sprowadza?
-Ja... Muszę ci o czymś powiedzieć.
-Więc słucham. Ale musimy uważać moi rodzice są za ścianą. A mój ojciec ma wyjątkowy słuch.
-Dobrze. Chcę ci powiedzieć że muszę odejść.
-Jak to? Znowu uciekasz?
-Nie. Ale uwierz mi przeze mnie są same nieszczęścia. Chciałam tylko powiedzieć żegnaj Lloydzie Garmadonie. - wyszeptała i wyskoczyła przez okno.
-Nie! Clary. - krzyknął szeptem w ciemność nocy.
Gdy już zniknął wiatr popatrzył w górę gdzie lśniły gwiazdy oraz wielki księżyc.
-Czemu ja zawsze mam tak głupie szczęście? - spytał samego siebie patrząc nadal w nocne niebo z wielkim smutkiem na twarzy.
-Lloyd czemu nie śpisz? Coś ci się stało synku?
Gdy się odwrócił zobaczył swoją matkę stojącą w drzwiach.
-Nie. Wszystko w porządku. To przez tą pełnie.
-Jesteś pewien?
-Tak. Zaraz znów spróbuje zasnąć. Dobranoc mamo.
-Dobranoc. - rzekła zamykając za sobą drzwi.
Blondyn stał jeszcze przez kilka minut wpatrując się w martwą ciszę. Nie mógł zapomnieć o tym dziwnym, szybkim i niezwykle bolesnym pożegnaniu. Nie mogąc usiedzieć w miejscu zbiegł schodami na parter i wybiegł na dwór. Musiał się chłopak jakoś wyżyć, dlatego biegł przed siebie bez celu. Wrócił dopiero przed samym ranem wpadając do swojej sypialni jak burza. Nie chciał dopuścić do swojej myśli, że ona odeszła. Dlatego wiele razy szukał jej, lecz na darmo. Wiedział iż gdyby mu na niej nie zależało to by jej tak zażarcie nie szukał. Od tajemniczego zniknięcia dziewczyny minęło wiele dni aż pewnego ranka...
-Ja otworzę. - rzekła Misako, gdy niespodziewanie ktoś przed południem dobijał się do drzwi i z całą rodziną siedzieli w salonie. - Witaj, kim jesteś? - spytała.
-Jestem Clary.
Gdy blondyn usłyszała ten głos po prostu zdębiał.
-Przepraszam, ale nie znam cię.
-Wiem, ale muszę porozmawiać z Lloydem.
-Skąd znasz mojego syna?
-Clary? Co ty tu robisz?
-Lloyd muszę z tobą natychmiast porozmawiać.
-Zaraz moment, co się tu dzieje? - spytał Garmadon, który dołączył do wszystkich w korytarzu.
-Mamo, tato to jest Clary Swift, moja przyjaciółka. Clary potrafi kontrolować wiatr.
-Na prawdę? To niezwykłe. A tak w ogóle to jak się spotkaliście?
-Mamo nie czas na takie pytania. Co się stało?
-Chodzi o mojego wuja, znalazł mnie.
-Jak to? Gdzie on jest?
-Nie wiem, zgubiłam go w lesie.
-Clarisso, wiem, że tam jesteś. - usłyszeli za drzwiami obcy, męski głos.
-O nie! - krzyknęła brunetka.
-Otwórz mi w tej chwili drzwi niewdzięczna dziewczyno, albo twoja kuzynka je wyważy.
-Moja kuzynka potrafi kopiować wszystkie moce przeciwnika i używać ich jak własnych. - wyjaśniła widząc pytające miny towarzyszy.
-O co tutaj chodzi? - spytała zszokowana Misako.
-Clary uciekła z wyspy od swojego złego wujka, który jest zły i całe życie ją więził. - rzekł zielony ninja.
-Musimy otworzyć. Nie chce by zniszczyli nasz dom.- rzekł Garmadon. - Bardzo go polubiłem.
-To nie czas na żarty. - rzekła matka Lloyda i otworzyła drzwi.
-Nie!!! - krzykneli oboje nastolatkowie.
Za progiem drzwii ukazał się mężczyzna z dziwnymi bliznami na twarzy oraz w dziwnych stroju. A koło niego stała czerwonowłosa dziewczyna.
-Chen! - krzyknął Garmadon.
-Garmadonie, jak miło cię widzieć. Po tylu latach.
-Tato, wy się znacie?
-Niestety tak. Chen kiedyś był moim mistrzem.
-Co?! - krzykneli młodzi.
-Widzę, że jednak ukrywasz tu moją bratanicę.
-Bratanicę? Clary to jest twój wujek?! - krzyknął Lloyd.
-Tak. Ale uwierz mi nienawidze go z całego serca.
-Jakie miłe wyznanie. Dziękuje ci moja droga. A teraz wracasz ze mną.
-Nie. Nie pozwolę ci wykorzystać więcej mojej mocy.
-Ale nieposłuszna. Idziesz ze mną i nikt nie ma prawa mi przeszkodzić! - krzyknął i złapał Clary za rękę wyciągając ją na zewnątrz.
-Chyba jednak jest osoba, która ci przeszkodzi.
-A kim ty jesteś dzieciaku? Skylar zajmij się nim.
-Nie ojcze. Przybyłam tylko dlatego, żeby się upewnić, że nie zrobisz dla Clary krzywdy. Ale widzę, że twoje słowo jest nic nie warte.
-Ojej, córuś chyba na prawdę nie sądziłaś, ze sobie odpuszczę takie smakowitę kąski jak wy. Klaus zajmij się niepożadanymi gośćmi.
-Clary nie!
-A dokąd to mały! - krzyknął pomocnik Chena.
-Zostaw mojego syna w spokoju.
-O prosze kogo my tu mamy, stary dobry znajomy.
-Wy się znacie? - spytała Misako.
-Tak, ale się z tego nie cieszę. Przygotuj się na walkę. A ty synu biegnij, uratuj ją.
Zielony ninja zostawił swojego ojca który walczył z wrogiem oraz swoją matkę która walczyła z strażnikami razem z Skylor.
Lloyd biegł za Chenem i Clary próbując ich dogonić, ale nie mógł ich nigdzie znaleźć.
-Lloyd!
Gdy usłyszał znajomy krzyk pobiegł w stronę gdzie ujrzał znajomą dziewczynę walczącą ze swoim wujem, ale on był jakoś odporny na jej żywioł.
-Zostaw mnie wujku.
-Wujku? Nie jestem na prawdę twoim wujkiem.
-Jak to?
-Twój ojciec był kiedyś również moim uczniem, ale mnie zdradził. Zamiasta zostać przy moim boku i pomóc mi zdobyć władzę wolał wrócić do żony i córki. Więc żeby się odpłacić wykradłem cię, wysyłając do twojego ojca fałszywy list, że ktoś wypuścił wężonów z więzienia.
-Ty draniu!
-Wiem. Ale jaki byłby ze mnie geniusz zła, gdybym dopuścił byś poznała prawdę.
-To znaczy, że jednak moi rodzice żyją?
-Żyją i mają się dobrze. Ale ty już nigdy ich nie zobaczysz.
-Po moim trupie. - usłyszeli głos za swoimi nogami.
-Lloyd! - krzykneła uradowana Clary
-Proszę, proszę, kogo my tu mamy. Małego synka Garmadona. Co możesz mi zrobić mały?
-Uwierz mi, ale całkiem dużo. Ninja Go! - krzyknął ruszając zielonym tornadem na wroga.
Chen nie spodziewał się ataku i był zaskoczony jego siłą. Padł na ziemię nieprzytomny i pokonany.
-Lloyd!
-Clary!
I oboje wpadli sobie w ramiona.
-Nic ci nie jest?
-Nie. Dziękuje ci. Nareszcie jestem wolna. I to dzięki tobie.
-Lloyd nic ci nie jest?
Gdy odwócili się ujrzeli biegnących w ich stronę jego rodziców i jej fałszywą kuzynkę.
-Nie. - odrzekli oboje i się roześmiali.
-Jeszcze raz bardzo ci dziękuje. - rzekła i pocałowała go w policzek na co się zaczerwienił a towarzystwo się roześmiało.
-Wiesz co mam ochotę zrobić coś jeszcze, ale nie wiem czy to ci się spodoba.
-Ale co?
-Własnie to. - wyrzekł łapiąc ją za oba ramiona i ją pocałował tym razem jednak w usta.
Uwierzcie mi trudno jest opisać minę Garmadona i Misako.
-Synu... - wyrzekli.
-Lloyd... - wyszeptała Clary gdy się od niej odsunął i tym razem to ona go pocałowała.
-Lloyd? - usłyszał swoje imię i się odwrócił do swoich lekko zszokowanych rodziców.
-Powiesz nam dokładnie co się wydarzyło? - spytała jego matka z błyskiem rozbawienia w oczach.
-Tak. Wracajmy do domu. Tam wam wszystko opowiem.
Gdy Misako oddaliła się z Clary, Garmadon szedł z Lloydem.
-Gniewasz się na mnie tato?
-Nie. Ja po prsotu jestem bardzo zdziwiony, że mój synek znalazł miłość. Przypominasz mi mnie i swoją matkę w młodości.
-Na prawde?
-Tak. - rzekł pocierając jego włosy na głowie doprowadzając do nieładu.
-Ej! Bardzo długo układałem ten fryz.
I oboje roześmiali się głośno a kobiety patrzyły na nich z wielkim zdziwieniem i rozbawieniem.
C.D.N :D

2 komentarze:

  1. Bardzo fajne ! :D Przeczytalam pobieznie bo u mnie jest za goraco i nic mi sie nie chce. Uu to ciekawe jak u mnie potoczy sie milosc Lloyda z... Aaa bez spojlerow!
    Jesli czytasz mojego bloga rowniez o Ninjago To u mnie jest nowy rozdzial ;)
    Czekam na rozdzial u cb!
    Pa
    Niech moc Spinjitzu bedzie z toba!!
    Ninja go!!!
    :DD

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne! Dajesz mi kopa do pisania i takiego ogromnego kopa! Przeczytałam wszystkie rozdziały. Super historia! Tylko takie małe pytanko...CZY TY ŻYJESZ?!
    Clouse: Pogrzebem mi zaleciało.
    Lloyd:*szykuje łopatę* Mam zacząć kopać?
    Delphi: Nie! Oszczędzaj łopatę.
    Tak jak Vanessa czekam na rozdział!
    Pa
    P.S. Ja też bloga o Ninjago. Link poniżej jeśli zechcesz zajrzeć. Też piszę historię miłosną o Lloydzie i mojej OC. A jakiej to nie powiem. Twój ship będzie moim ulubionym razem z moim.
    https://ninjagofanfiction.blogspot.com
    Teraz naprawdę Pa-pa!
    Kitty

    OdpowiedzUsuń